Pamiętajcie o ogrodach

Nowy Rok zaczął się od irytacji, choć w telewizji z ust polityków padały życzenia mieszane z zapewnieniami – „Nadchodzi lepsze!”. Czemu nie? Szampan uderza do głowy, przyjemnie unosi spojrzenie w obłoki, strzelają ponad dachami różnobarwne ogniki, jest wesoło. Uśmiechnij się! Czy to ważne w tym momencie, co jest rzeczywistością a co życzeniem? Nie przystoi nawet dawać pierwszeństwa realiom.

Tymczasem już przy śniadaniu pierwsza sprzeczka wywołana moim wzdychaniem z powodu wyciętych drzew i krzewów w Ogrodzie Krasińskich na Muranowie. Mówiłem o tym na blogu już wcześniej. Przepraszam, że się powtarzam, ale to wraca, prześladuje. Słyszę: „Przecież rzeczywistości już nie zmienisz, co ciebie obchodzą jakieś wycięte drzewa? Nie były i nie są twoje. Widocznie oni mogli to zrobić”. „Ale przecież…” – próbuję ripostować, lecz klatka piersiowa nabrzmiewa mi jak balon. Nie wytrzymam! Żeby nie wybuchnąć przeciw całemu światu, nie znosząc już samego siebie, uciekam do swojego pokoju. Jeszcze na odchodnym mamroczę: „Tam były wielkie krzewy, do których modliłem się co wiosnę. Obsypane gęsto białymi kwiatkami, sięgające aż do pierwszego piętra. Stałem przed nimi jak w obłoku”. Już ledwo słyszę za plecami: „Normalny człowiek modli się do Boga a nie do krzaków”. Zamykam się na dobre.
Ale nie wytrzymuję długo i razem z wnukiem wybieram się do parku, żeby policzyć skutki rewitalizacji a’la władze Warszawy.

Drzewko, na którym wieszaliśmy z Adasiem karmik dla ptaków, teraz leży pocięte, ułożone w stos. Na wiosnę kwitło różowo. Nie mogę powstrzymać się od zagadywania przechodniów, którzy, tak jak ja, bezradnie rozglądają się wokół. Podchodzi starsza pani, dziwi się: „Takich szkód nie narobiła nawet wojna. Latem było tu dużo cienia, teraz słońce będzie prażyć”.

Policzyłem. Padło 141 drzew. Jak to możliwe? Gdzie jest takie prawo, które pozwala władzy obchodzić prawa ochrony przyrody? Liczyłem zdrowe, jasne pnie. Jest ich około 95%. Dla uchwycenia proporcji sfotografowałem je ze swoimi stopami. Kilkanaście z nich ma w obwodzie 3,5 m do 4,30 m. A więc żyły po 100 lat, albo i więcej!

Ze zgrozą uświadamiam sobie, że wycięto także pomniki przyrody. Mimo protestów okolicznych mieszkańców. Dlatego uczyniono to za blaszanym płotem, aby ukryć rzeź. W okresie świąt płoty rozwalono tu i ówdzie.  Sfotografowałem wiele pni, ale to już nagrobki.

W środku stolicy władze zgotowały demonstrację własnych możliwości, siłę. Arogancja rządzących dławi mnie. Z całych sił zduszam cisnący się na usta okrzyk: „Przeklinam was, rzeźnicy klonów, lip, cisów, jaśminów, bzów!”. Patos proroka niewiele pomaga. Sterczące pnie, stosy wyciętych krzaków, są faktem. A więc w centrum miasta nie ma już bujnego angielskiego ogrodu, gdzie można się było schować jak w pustelni, powierzyć zieleni, zaprzyjaźnić z dziełem nie rąk ludzkich, lecz Tego, w którego dłoniach spoczywa życie człowieka. Życie krótsze niż tych powalonych świadków historii. W moim wieku już dotkliwie rozumiem z jakich fragmentów lepią się dzieje. Tu, w parku Krasińskich w Warszawie, zwyciężyła pycha i zadufanie krótkowzrocznych ludzi, chwilowo w rolach urzędników. Mój bunt jest ślepy od emocji, trudno mi sobie z nim poradzić.

Raptem nieoczekiwany kontekst, słyszę: „Czy naprawdę bardziej irytuje cię fakt wycięcia twoich ukochanych drzew, niż to, że twoja chora wnuczka, z wysoką gorączką, musiała czekać na lekarza – odpłatnie! – od południa do pierwszej w nocy?”. „Mój Boże – myślę sobie – czy już wszyscy pediatrzy wyjechali do Anglii?”. Władzo, zlituj się nad nami! Chwytam za słuchawkę, dzwonię do zaprzyjaźnionego profesora medycyny. Starszy człowiek, wiele widział, rzeczywistość komentuje chętnie i …. nieoczekiwanie pojawia się historyjka. Niedawno jakiś ksiądz wyciął bez pozwolenia 40 starych dębów. I owszem, był proces. Ksiądz zapłacił 1400 zł kary. Kto ma działkę, ten wie, że to kpina z prawa. Zaczynam się śmiać i zmyślam: „Panie profesorze, myślę, że ksiądz uczynił to z pobudek zarówno religijnych jak i patriotycznych. Podobno bezradni parafianie zaczęli zwracać się po pomoc do pogańskich bóstw w postaci dębów, aby coś zrobiły z mocami, które zapanowały nad krajem. Ale ksiądz uznał, że to kult germański, ten szczególny stosunek do dębów, więc kazał je wyciąć, bo nam, Polanom (tj. Polakom), jak sama nazwa mówi, medytować wypada tylko w szczerym polu. Uff… ciekawe jakimi kombinacjami usprawiedliwiają swoje sumienia urzędnicy zarządzający Warszawą? Nie pozostaje mi nic, jak zanucić z Jonaszem Koftą:

„Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście

Pamiętajcie o ogrodach
Czy tak trudno być poetą
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton”

Tekst pochodzi z bloga autora w serwisie http://blogstar.pl/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.